Archiwum | Listopad, 2013

Baumhaus an der Mauer, Berlin

27 List

Sezon na warsztaty i działania ogrodowe nieco się wyciszył, zajmuje mnie praca przy komputerze. Obiecuję wpisy o zimowym miejskim ogrodnictwie, wspomnienia z lata, zdjęcia z berlińskiego Prinzessinengarten, do którego udało mi się dotrzeć. Póki co tu i teraz – krótka historia „domku na drzewie na murze” opowiedziana mi przez Maję, skarbnicę wiadomości o Kreuzbergu, rzecz o guerrilla gardening na poważnie.

800px-Baumhaus_Berlin_Kreuzberg-P1170257

Osman Kalin, turecki emigrant mieszkający na Kreuzbergu, dzielnicy należącej w latach osiemdziesiątych XX wieku do Berlina Zachodniego, postanowił zająć trójkąt „ziemi niczyjej” przy ulicy Bethaniendamm, przylegający bezpośrednio do Muru Berlińskiego. Na kawałku nielegalnie zajętej ziemi uprawiał warzywa, a ze znalezionych materiałów wybudował domek. Władze Berlina Wschodniego nie były przychylne, ale teren nie znajdował się pod ich jurysdykcją. Strażnicy ze wschodniej strony odwiedzili gospodarza i po (podobno burzliwej) wymianie zdań zabronili budowania wyższych kondygnacji. Po upadku Muru, zjednoczeniu Niemiec i łataniu podzielonego przez wiele lat miasta władze Berlina chciały przeprowadzić drogę przez działkę zajmowaną przez Osmana Kalina, ten jednak stanowczo odmówił wyprowadzki. Wsparli go mieszkańcy Kreuzberga i – o czym warto wspomnieć – proboszcz sąsiadującego z działką ewangelickiego kościoła. W końcu miasto zgodziło się, aby „domek na drzewie” został. Jego budowniczy dalej w nim mieszka, a miejsce stało się lokalną atrakcją turystyczną.

W materiale wideo można zobaczyć archiwalne nagrania z zakładania ogrodu, współczesny wygląd działki i wnętrza domu.

Zdjęcie wykorzystane w poście jest na licencji Creative Commons i pochodzi z Wikipedii. Informacje uzupełniałam na stronie EdinburghBerlin oraz Frankfurter Allgemeine Zeitung. Ewentualne nieścisłości mogą wynikać z mojej słabej znajomości niemieckiego :)

Okolicę można też wirtualnie zwiedzić za pomocą Google Street View.

 

Reklamy

Villa Comunale di Taormina, Sycylia

11 List

s3

W październiku dało mi się wyjechać na kilka dni na Sycylię i naenergetyzować na całą nadchodzącą zimę. Tym, którym marzą się ciepłe kraje, a którzy jak ja niekoniecznie mają środki, by „szastać bułą na lewo i prawo” (wyrażenia dostarczył Sławomir Shuty), albo po prostu nie mają środków, by wyjechać na regularne wakacje, rekomenduję wyszukiwarki tanich lotów. Udało nam się kupić bilety z Rzeszowa do Trapani za ok. 140 zł w dwie strony. Taniej niż Intercity z Warszawy do Krakowa ;) W październiku na Sycylii jest nadal ciepło i pusto, nawet w zatłoczonych w sezonie kurortach. Dla niskobudżetowych podróżników: można znaleźć niedrogie hostele, spać na kempingu (jest ciepło) albo poszukać noclegu przez Couchsurfing (my w ten sposób znaleźliśmy nocleg u supersympatycznych chłopaków w Katanii).

Sycylia, mimo iż sucha, górzysta i skalista, tonie w zieleni. Spotkać można tam dużo roślin, które w naszym klimacie uprawiamy w doniczkach, a na zimę chowamy do pomieszczeń: bugenwille, werbeny, opuncje (rosnące dziko na skalistych zboczach, sadzone w żywopłotach), fikusy, palmy, oleandry, cytrusy i oliwki. Znajomi, którzy podróżowali ze mną, cierpliwie znosili wszystkie okrzyki zachwytu ;)

Villa Comunale to niewielki miejski park w Taorminie, słynnym kurorcie na wschodnim wybrzeżu Sycylii. Ogród ufundowała Lady Florence Trevelyan, nieco ekscentryczna angielska arystokratka, która pod koniec XIX wieku osiedliła się w Taorminie. Z tarasów podziwiać możemy sycylijskie wybrzeże i wznoszącą się nad nim Etnę. Przez ogród przebiega aleja starych drzew oliwnych, upamiętniających poległych żołnierzy.

s31

s10

s38

s33

s30

s9

s32

s35

s37

s2

s36

s34

s11

s29