Archiwum | Uncategorized RSS feed for this section

Miejskie rolnictwo a rolnictwo. Kooperatywy, RWS i zimowe przemyślenia.

17 Gru

IMG_0657

Cisza na blogu nie oznacza, że przestałam zajmować się miejskim ogrodnictwem i zapadłam się pod ziemię. No, trochę zapadłam się w sobie :) przez cały sezon kopałam w ziemi, brałam udział w warsztatach, zarówno jako prowadząca, jak i uczestniczka. Spotkałam wielu niesamowitych ludzi, w tym takich, którzy ściągają do Warszawy z całego świata, zainteresowani nowymi inicjatywami, które zaskakują nawet wieloletnich badaczy tematu miejskiego rolnictwa. Od czasu do czasu nawet piszę, chociaż raczej myślę, przyglądam się światu i układam sobie w głowie. Nie tylko pomidory, ale i szerszy kontekst dla miejskiego ogrodnictwa i rolnictwa, związki mojego pomidora z krajową polityką (bardziej niż polityka zajmuje mnie jednak zupełnie zwyczajna, codzienna praca).

Podczas dyskusji na temat ogrodnictwa, która miała miejsce kilka miesięcy temu w Muzeum Woli, padły pytania o to, jaka jest relacja między miejskim ogrodnictwem a rolnictwem generalnie – czy miejscy ogrodnicy dążą do samowystarczalności, a propagatorzy miejskiego rolnictwa chcą zwalczać rolnictwo tradycyjnie? Odpowiedź jest dla mnie oczywista, ale zdałam sobie sprawę, że chyba nigdy jej nie wypowiadam.

Jem i przetwarzam dużo warzyw i owoców. Naprawdę. W letnie soboty włączam się w sznur emerytek, wyruszający z mojego osiedla, z własnym wózkiem na kółkach, wypakowanym w drodze powrotnej pomidorami, śliwkami czy truskawkami (wózek wytrzymuje około 25 kilogramów, eksploatuję go bezlitośnie). Czas i miejsce jakim dysponuję pozwalają mi na uprawę roślin jadalnych w stopniu, który zaspokaja moje potrzeby zaledwie w małym promilu. Za to od kiedy na poważnie zajęłam się tematem, mocno interesuję się również pozyskiwaniem dobrej jakości warzyw i owoców niedrogo i najchętniej od lokalnych producentów. Kupuję czasem w supermarketach, kupuję w dyskontach, nie jestem radykalna, ale bywa że nie mam czasu, a często i pieniędzy. Potrafię za to ugotować wiele potraw z ziemniaków, buraków, kapusty, mąki – i pomidorów, które całe lato pakuję w słoiki. Staram się kupować warzywa sezonowe – pomidory i ogórki, kiedy kilogram kosztuje dwa złote, buraki, kapustę i rzepę w zimie. Z wdzięcznością korzystam też z propozycji znajomych, zbierając owoce w ich sadach, w ogrodach, w których pracuję, i przerabiając je na szarlotki, ciasta, dżemy.

IMG_3164

IMG_2977

Czytam czasem komentarze pod artykułami o miejskim ogrodnictwie w poczytnych serwisach i często trafiam na opinie, że to zabawa dla znudzonych ludzi z wielkiego miasta, oderwanych od życia. Cóż – bywa :) niemniej jednak na świecie są setki przykładów na to, że uprawa warzyw nawet na małym skrawku ziemi pozwala zwyczajnie przeżyć w miejscach i czasach dotkniętych kryzysem. Polecam chociażby poczytać o tym, co dzieje się w Detroit, amerykańskiej stolicy kryzysu – i miejskiego ogrodnictwa. Nie ukrywam, że uprawa warzyw na balkonie to dla mnie głównie hobby i relaks, ale chociaż nie jestem robotnikiem, jak chciałaby być może część zirytowanych komentatorów, wiem co to ciężka praca fizyczna i wiem co to problemy finansowe. Dlatego szanuję ludzi, pracę – i jedzenie. Jeśli mam więcej pieniędzy, chętnie kupię warzywa nieco droższe od tych z marketu, za to prosto od producenta, któremu zapłacę więcej niż skup. Ucząc ludzi jak dla przyjemności uprawiać pomidory w mieście staram się zawsze opowiadać o domowych przetworach, zakupach u producentów, miejskim ogrodnictwie jako działaniach w przestrzeni miejskiej, na którą możemy mieć wpływ.

Jak znaleźć dobre źródło warzyw i owoców? Nie każdy ma zaufanego rolnika albo potrafi zgadnąć pochodzenie towaru z warzywniaka pod blokiem. Osoby mieszkające w miastach mogą poszukać lokalnych kooperatyw spożywczych. Są to grupy, które wspólnie zamawiają partię warzyw, owoców, ale też kasz, serów itp., i dystrybuują zakupy między chętnych, dzieląc się pracą i kosztami. W Warszawie działają m. in. Warszawska Kooperatywa Spożywcza, Kooperatywa Południowa i Kooperatywa Dobrze (która po zakończonej sukcesem akcji crowdfundingowej otworzyła ostatnio swój sklep w Śródmieściu). W Krakowie można przyłączyć się do Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej. Kooperatywy mają już nawet regularne, ogólnopolskie zjazdy. Odebrałam w zeszłym roku kilka warzywno-owocowych paczek od Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej, płacąc za nie alterkami – punktami zdobytymi na Wymienniku za towary i usługi zaoferowane innym uczestnikom tego portalu.

Na zdjęciu poniżej – kolejka po odbiór zamówień w Kooperatywie Południowej.

227105_358272064330796_4025478132061572486_n

Zima to dla mnie czas projektowania, planowania kolejnego sezonu i poszukiwania sposobów na skrócenie dystansu do wiosny (jest grudzień – za dwa miesiące mogę już siać pomidory). Zapisałam się dziś na sezon paczek warzyw od jednej z pierwszych polskich grup RWS. RWS – Rolnictwo Wspierane przez Społeczność (polska wersja angielskiego terminu CSA – Community Supported Agriculture) polega na tym, że rolnik umawia się z grupą odbiorców, dla których produkuje i dostarcza warzywa, owoce itp. przez cały sezon, opłacany z góry. Rolnik ma w ten sposób środki finansowe na rozpoczęcie sezonu, a odbiorcy możliwość wpływu na asortyment czy metody uprawy. W ten sposób zyskać można ekologicznie uprawiane warzywa bez drogich certyfikatów. Polskie RWSy, które mają już za sobą pierwsze sezony działania, to np. RWS Świerże-Panki i RWS Dobrzyń nad Wisłą. Na przykładzie Dobrzynia zobaczyć możecie, jak wygląda to z perspektywy rolnika.

Wiem, nie odkrywam Ameryki, pisząc o zakupach na targu i kooperatywności. W końcu wszystko już było, czasem jest i dobrze działa. Nie jestem też, chociaż czasem może bym chciała, znudzoną dziewczyną z nadmiarem pieniędzy. Nie zaglądam też innym do portfela i nie życzę nikomu, żeby miał mniej ode mnie. Zamiast narzekać i nie móc spać, bo ktoś nie ma racji w internecie, staram się robić swoje i nikomu nie szkodzić. Moi zagraniczni rozmówcy z dużych miast – zarówno studenci, jak i profesorowie uniwersytetów, często mówią o tym, że trudno u nich kupić dobre warzywa prosto od producentów. Produkcja staje się coraz bardziej przemysłowa, warzywa są zapakowane w kilometry folii i przebywają długą drogę. Ciężko blisko domu dostać zwykłe, nieumyte marchewki. Może polskie rolnictwo nie jest nowoczesne, nie mamy za to takich problemów.

Dobrze pamiętam, jak co czwartek chodziłam z babcią po zakupy na targ i woziłam rowerem worki ogórków do kiszenia. Po kilkunastu latach przerwy naprawdę celebruję sobotnie spacery na targ, krążenie między straganami i wybieranie tego co tańsze, ładniejsze albo lepsze. Zakupy robione raz na tydzień. I gawędzenie ze sprzedawcami, mimo że na ogół funkcjonuję w trybie „dzik z lasu”. I czekam na sezon z RWS, mimo że nadal uzupełniać będę zakupy kursami z wózkiem na kółkach.

A w bonusie – ja i mój pierwszy ogród.

img7591

 

Reklamy

Kiełki z domowej uprawy

7 Sty

kiełki2

W sezonie mało aktywnym ogrodniczo oprócz plantacji rukoli czy sałaty na parapecie możemy prowadzić również domową uprawę kiełków.

Kiełkujące nasiona intensywnie korzystają ze zmagazynowanych w swoim wnętrzu składników, dlatego należy je często (2-3 razy dziennie) płukać przegotowaną wodą, żeby usunąć produkty przemiany materii. Potrzebna jest więc przede wszystkim systematyczność. Jeśli zaniedbamy płukanie kiełków, mogą zacząć pleśnieć, a wtedy trzeba już wyrzucić całą partię. Najwygodniejszym naczyniem będzie plastikowa kiełkownica, którą można kupić za ok. 20 zł w marketach budowlanych, sklepach ogrodniczych czy na Allegro. Moja kiełkownica ma trzy poziomy, które można rozłączyć lub używać wszystkich na raz. Wystarczy wlać wodę na górny poziom kiełkownicy i zlać z dolnego pojemnika, gdy przepłynie. Wodę z kiełkowania możemy wykorzystać do podlewania roślin w domu lub w ogrodzie.

Jeśli nie mamy kiełkownicy albo nie chcemy kupować kolejnego grata do kuchni :) wystarczy słoik z gazą naciągniętą zamiast pokrywki. Wlewamy do niego wodę i wylewamy, stawiając do góry dnem. Nasiona można też płukać na sicie, ale czasem delikatne kiełki kruszą się od przekładania na sito, słoik z gazą wydaje się więc być całkiem wygodnym rozwiązaniem. Kiełkownicę/słoik trzymamy w miejscu jasnym, ale najlepiej nie bezpośrednio nasłonecznionym. Przed kiełkowaniem nasiona namaczamy przez kilka godzin w przegotowanej wodzie.

Na rosyjskiej Wikipedii znalazłam nawet taki wynalazek (zdjęcie na licencji Creative Commons, źródło)

Sprouting_mung_beans_in_a_jar

Jakie nasiona nadają się na kiełki? Na przykład lucerna, groch, fasola, burak, kukurydza (kiełki mają słodki smak), brokuł, słonecznik, kapusta, rzodkiewka, kozieradka (dość intensywny smak). Rzeżuchę moim zdaniem lepiej kiełkować na ligninie, gdyż kiełkując wytwarza dużo śluzu, który w kiełkownicy może być ciężki do wypłukania i pleśnieje. W sklepach można kupić też mieszanki nasion. Najlepiej kupować nasiona przeznaczone do kiełkowania, te przeznaczone do siewu gruntowego mogą być zabezpieczane za pomocą środków chemicznych. Kiełki nadają się do spożycia po ok. 3 dniach (to zależy od gatunku, na opakowaniu często jest napisane, ile zajmuje kiełkowanie).

Kiełki można jeść na przykład na kanapkach, w sałatkach, z twarożkiem, albo dodawać do potraw. Na zdjęciu poniżej smażony makaron z warzywami i kiełkami. Może nie wygląda porywająco, ale nie nadaję się na blogerkę kulinarną:)

kiełki3

A w bonusie – zdjęcie styczniowych (!) zbiorów rukoli z ogrodu (fot. Anna H.) :)

1525261_663195253701280_727455161_n

Bonnington Square Pleasure Garden

2 Paźdź

Przy oszczędnym dawkowaniu zdjęć przywiezionych z Londynu wystarczy mi chyba do wiosny. Dziś chciałam pokazać jeden ze społecznych ogrodów, które powstały w Londynie w miejscach zniszczonych podczas II wojny światowej. Bonnington Square Pleasure Garden znajduje się w dzielnicy Vauxhall, nawiązując nazwą do Vauxhall Pleasure Gardens – publicznych ogrodów otwartych w XVII wieku, przez 200 lat służących londyńczykom za  popularne miejsce rozrywki, odpoczynku i… schadzek ;)

Ogród powstał w latach 90 ubiegłego wieku, w miejscu budynków zniszczonych przez bombę. Mieszkańcy Bonnington Square, zaniepokojeni planami zabudowy pustego placu, założyli stowarzyszenie, zdobyli fundusze i wynegocjowali z miastem przeznaczenie pustej działki na ogród. Został on zaprojektowany przez okolicznych mieszkańców, w tym nowozelandzkiego architekta, Jamesa Frazera. Prace konstrukcyjne rozpoczęły się w 1994 roku. W ogrodzie umieszczono ogromne stalowe koło, zabrane z likwidowanej kopalni marmuru. Mieszkańcy organizowali doroczny targ, zbierając fundusze na zakup nowych roślin i wspólnie pracowali przy pielęgnacji ogrodu.

IMG_7332

IMG_7328

IMG_8259

IMG_7335

IMG_7333

IMG_8257

IMG_7331

IMG_7330

IMG_8260

Obecnie przy Bonnington Square znajdują się dwa społeczne ogrody – Pleasure Garden i Harleyford Road Community Garden, na całej uliczce zaś każdy wolny skrawek przestrzeni obsadzony jest roślinami. Jeśli będziecie w Londynie, polecam wizytę na Bonnington Square. Przy okazji można wpaść na kawę czy obiad do Italo lub Bonnington Cafe, prowadzonej na zasadzie wegetariańskiej kooperatywy.

IMG_7324

IMG_7336

IMG_8265

IMG_7323

IMG_2206

IMG_8270

IMG_2132

Zimowy ogród przy Nowym Teatrze w Warszawie

24 Wrz

IMG_0145

IMG_0312

We wrześniu zrealizowaliśmy kolejny projekt ogrodu tymczasowego w przestrzeni miejskiej – ogród zimowy przy Nowym Teatrze w Warszawie. Naszym celem było zbudowanie ogrodu, który będzie wyglądał atrakcyjnie jesienią i zimą. Zainspirowało nas przede wszystkim samo miejsce – dziedziniec przed halą, do której Nowy Teatr wprowadził się dopiero w tym roku, duży plac wyłożony trylinką, czyli sześciokątnymi betonowymi płytami.

Teatr

Postanowiliśmy przywieźć jeszcze więcej trylinki pochodzącej z rozbiórki starej nawierzchni i połączyć ją z sześciokątnymi donicami z blachy ocynkowanej. W donicach posadziliśmy trawy, rośliny zimozielone i cebule wczesnowiosennych kwiatów. Na niektórych trylinkach przymocowaliśmy siedziska z pianki.

Pierwszego dnia prac plac wyglądał tak:

IMG_0105

Dzielni panowie przenieśli ponad 12 ton płyt

IMG_0110

IMG_0113

Mój tata zrobił 30 donic z blachy (wszystko hand-made!)

IMG_0124

I można było zacząć obsadzanie

IMG_0129

Z „klasycznych” zimozielonych roślin iglastych posadziliśmy dwie kosówki

IMG_0131

Ogród był gotowy na wernisaż bardzo ciekawej wystawy „Zdjęcia miasta. Fotografia warszawska i praktyki pokrewne”, którą do 24 listopada 2013 można oglądać w hali warsztatowej Nowego Teatru przy ul. Madalińskiego 10/16. Polecam obejrzeć wystawę, a po drodze spojrzeć na nasz ogród :)

IMG_0218

IMG_0307

IMG_0150

IMG_0143

IMG_0136

IMG_0155

Projekt i relizacja: Iga Kołodziej (Mint&Lavender), Anka Zawadzka i Jan Dowgiałło (Pracownia Mech). Donice z blachy i ogromna pomoc logistyczna – Leszek Kołodziej.