Tag Archives: guerrilla gardening

Pierwsze efekty Dnia Partyzanckiego Sadzenia Tulipanów na Jazdowie

16 Mar

IMG_1055

Na zdjęciu powyżej: narcyzy ‚Tete-a-Tete’

12 października zorganizowałam Dzień Partyzanckiego Sadzenia Tulipanów na Osiedlu Jazdów, włączając się w międzynarodową akcję ruchu Guerrilla Gardening. Posadziliśmy 376 cebul (138 tulipanów, 30 czosnków złocistych, 60 szafirków, 12 hiacyntów, 30 śnieżników, 30 puszkinii, 10 przebiśniegów, 2 czosnki olbrzymie i 64 narcyzy). Wczoraj mimo deszczowej pogody postanowiłam wybrać się na Jazdów, żeby zobaczyć, czy cebule kiełkują. Są! Trzeba poczekać jeszcze trochę na kwiaty, ale już widać, że akcja się udała.

IMG_1058

IMG_1060

IMG_1067

IMG_1048

IMG_1083

Tulipany

IMG_1052

Narcyzy ‚Tete-a-Tete’

IMG_1059

Czosnek olbrzymi

IMG_1075

Puszkinie

IMG_1080

Szafirki i prawdopodobnie śnieżniki

IMG_1064

Czosnek złocisty

IMG_1078

Hiacynt

Kiełki pokazują się też w ogrodzie przy Jazdów 10/6, gdzie cebule sadziło Stowarzyszenie Ptaki Polskie.

IMG_1088

IMG_1090

IMG_1086

 

Baumhaus an der Mauer, Berlin

27 List

Sezon na warsztaty i działania ogrodowe nieco się wyciszył, zajmuje mnie praca przy komputerze. Obiecuję wpisy o zimowym miejskim ogrodnictwie, wspomnienia z lata, zdjęcia z berlińskiego Prinzessinengarten, do którego udało mi się dotrzeć. Póki co tu i teraz – krótka historia „domku na drzewie na murze” opowiedziana mi przez Maję, skarbnicę wiadomości o Kreuzbergu, rzecz o guerrilla gardening na poważnie.

800px-Baumhaus_Berlin_Kreuzberg-P1170257

Osman Kalin, turecki emigrant mieszkający na Kreuzbergu, dzielnicy należącej w latach osiemdziesiątych XX wieku do Berlina Zachodniego, postanowił zająć trójkąt „ziemi niczyjej” przy ulicy Bethaniendamm, przylegający bezpośrednio do Muru Berlińskiego. Na kawałku nielegalnie zajętej ziemi uprawiał warzywa, a ze znalezionych materiałów wybudował domek. Władze Berlina Wschodniego nie były przychylne, ale teren nie znajdował się pod ich jurysdykcją. Strażnicy ze wschodniej strony odwiedzili gospodarza i po (podobno burzliwej) wymianie zdań zabronili budowania wyższych kondygnacji. Po upadku Muru, zjednoczeniu Niemiec i łataniu podzielonego przez wiele lat miasta władze Berlina chciały przeprowadzić drogę przez działkę zajmowaną przez Osmana Kalina, ten jednak stanowczo odmówił wyprowadzki. Wsparli go mieszkańcy Kreuzberga i – o czym warto wspomnieć – proboszcz sąsiadującego z działką ewangelickiego kościoła. W końcu miasto zgodziło się, aby „domek na drzewie” został. Jego budowniczy dalej w nim mieszka, a miejsce stało się lokalną atrakcją turystyczną.

W materiale wideo można zobaczyć archiwalne nagrania z zakładania ogrodu, współczesny wygląd działki i wnętrza domu.

Zdjęcie wykorzystane w poście jest na licencji Creative Commons i pochodzi z Wikipedii. Informacje uzupełniałam na stronie EdinburghBerlin oraz Frankfurter Allgemeine Zeitung. Ewentualne nieścisłości mogą wynikać z mojej słabej znajomości niemieckiego :)

Okolicę można też wirtualnie zwiedzić za pomocą Google Street View.

 

Dzień partyzanckiego sadzenia tulipanów na Osiedlu Jazdów

9 Paźdź

partizani

Zainspirowani obchodzonym 12 października międzynarodowym dniem partyzanckiego sadzenia tulipanów, zapoczątkowanym przez ruch Guerrilla Gardening, zapraszamy na warszawskie obchody tego święta.

Październik to odpowiedni czas do sadzenia tulipanów, żonkili, hiacyntów, krokusów i innych wiosennych kwiatów cebulowych. Zróbmy Warszawie wiosenną niespodziankę!

Partyzantka ogrodnicza to działania ogrodnicze na ziemi, która nie należy do nas, w przestrzeni miejskiej, na nieużytkach, zaniedbanych kwietnikach. Miejscy partyzanci ogrodniczy pokojowo wysadzają miasto, pokazując, że wygląd przestrzeni publicznej nie jest im obojętny.

Spotykamy się 12 października o godzinie 12:00 w ogrodzie przy ul. Jazdów 10/6, przed jednym z domków fińskich, którego gospodarzami w ramach projektu Otwarty Jazdów są Stowarzyszenie Ptaki Polskie i kolektyw Sie-Je w mieście. Zapewniamy cebulki tulipanów, narcyzów, hiacyntów, przebiśniegów, krokusów i innych wiosennych kwiatów oraz narzędzia do sadzenia. Zapraszamy również z własnymi cebulkami – im więcej posadzimy, tym piękniej rozkwitnie wiosną Jazdów. Wspólnie zasadzimy cebule w otwartych miejskich przestrzeniach i stworzymy mapę nasadzeń, by móc odtworzyć trasę październikowego spaceru wiosną, gdy kwiaty zakwitną.

Organizatorzy: Mint&Lavender, Sie-Je w Mieście, Osiedle Jazdów

ITGD13_red

Partyzantka ogrodnicza na Elephant and Castle

19 Czer

Czerwiec przygniótł mnie pracą. Uciekam od komputera kiedy mogę, żeby trochę pogrzebać w ziemi, kupić truskawki i czereśnie, podlać kwiaty na peronie. Na blogu cisza, ale powoli będę nadrabiać zaległości. Dziś chciałam napisać o wizycie w londyńskiej dzielnicy Elephant and Castle, w której mieszka i działa Richard Reynolds z Guerrilla Gardening. Poznaliśmy się podczas wykładu w Lublinie i jako że wybierałam się na Chelsea Flower Show, umówiliśmy się na spotkanie w Londynie.

Spotkaliśmy się na kolacji, na której poznałam przesympatyczną żonę Richarda, Lylę (dodatkowa możliwa korzyść z uprawiania ogrodniczej partyzantki: Richard i jego żona poznali się podczas partyzanckiego sadzenia:))  i Wilma Weppelmanna z Munster, który prowadzi projekt Freie Gartenakademie, do Londynu przywiodły go natomiast przygody czerwonej kapusty. Wilm odwiedził Chelsea Flower Show z czterema sadzonkami czerwonej kapusty i cały dzień fotografował z nimi uczestników wystawy :) jako że pod wieczór kapusty były już mocno wyczerpane zwiedzaniem i podróżą, posadziliśmy je wspólnie w partyzanckich kwietnikach i w prywatnych ogródku przy pobliskiej Garden Row :)

IMG_7310

IMG_7317

IMG_7320

W maju w Londynie trwał również festiwal Chelsea Fringe, w ramach którego organizowany był m. in. spacer z Richardem po partyzanckich kwietnikach w Elephant and Castle. Zaczęliśmy od ronda, które było pierwszym miejscem, na którym Richard ze znajomymi postanowili coś zasadzić. Było to też miejsce najpoważniejszego jak do tej pory konfliktu z miejscową policją – ponieważ na początku nie zabrali ze sobą roślin i kopali przy znaku drogowym, policjanci nie uwierzyli w tłumaczenia i grozili aresztowaniem. Ekipa musiała się więc zwinąć i wrócić parę godzin później. Dlatego pamiętajcie – jeśli wybieracie się na akcję, zawsze miejcie ze sobą rośliny!

IMG_8016

Spod ronda przeszliśmy do dużego kwietnika przy Perronet House, bloku Richarda, który w całości został obsadzony przez ogrodniczych partyzantów. Niestety mimo wielokrotnie podejmowanych rozmów wspólnota mieszkaniowa, która nie robi nic z zielenią, nadal pobiera od mieszkańców słone opłaty za jej pielęgnację.

IMG_8021

IMG_8022

IMG_8024

IMG_8026

IMG_8027

IMG_8030

Londyńscy ogrodniczy partyzanci prowadzą również akcję „Pimp your pavement” (odpicuj swój chodnik), budując podniesione rabaty wokół przyulicznych drzew.

IMG_8033

Na poniższych zdjęciach można zobaczyć, jak wygląda jedno z nieobsadzonych przez nich dla pokazania kontrastu miejsc – śmieci, udeptana ziemia i zapadnięta kostka.

IMG_8036

IMG_8037

Następnym przystankiem było rondo przy London Road

IMG_8038

I najbardziej imponujący kwietnik – skrzyżowanie Westminster Bridge Road i St. George’s Road. Rośnie tam mnóstwo lawendy, którą ogrodniczy partyzanci co roku zbierają, suszą i szyją pachnące poduszeczki na sprzedaż. Za zarobione pieniądze kupowane są rośliny na nowe nasadzenia.

IMG_8041

IMG_8053

IMG_8044

IMG_8047

IMG_8043

IMG_8055

IMG_8051

IMG_8058

IMG_8056

Grupa miejskich ogrodników postanowiła też przejąć nieco zaniedbany skwer z placem zabaw. Posprzątali, posadzili rośliny i na wszelki wypadek powiesili na ogrodzeniu tabliczkę – znak, że ktoś dba o ogród, po czym udali się do lokalnych władz z prośbą o zalegalizowanie dalszych ogrodniczych działań na skwerze. Jak donosi Richard, uzyskali zgodę. Podobno dzielnica Southwark nie jest tak przyjazna ogrodniczym partyzantom jak sąsiednie Lambeth, które wręcz zachęca mieszkańców do partyzanckich nasadzeń, jednak jak widać i w Southwark coś się zmienia :)

IMG_8062

Spacer zakończyliśmy w Heygate Estate, o czy pisałam w osobnym poście. Z Londynu wyjechałam zbudowana – tym, że są ludzie, którym tak bardzo chce się działać, którzy mają wielką determinację i wspaniałe efekty.

Heygate Estate

28 Maj

IMG_8078

Trochę mnie tu nie było. Spędziłam kilka dni w Londynie – głównym celem podróży było odwiedzenie Chelsea Flower Show, ale dzięki kilku miłym zbiegom okoliczności miałam również przyjemność spotkać się z Richardem Reynoldsem, nieformalnym liderem ruchu Guerilla Gardening. Napiszę dużo o Chelsea, napiszę o działaniach Richarda, ale na początek chciałam pokazać kilka zdjęć z Heygate Estate w Londynie. Trafiłam tam dzięki spacerowi prowadzonemu przez Richarda w ramach festiwalu Chelsea Fringe. Ostrzegam – będzie dość długo :)

Kilka słów wprowadzenia: Heygate Estate to osiedle wysokich bloków, zbudowane w 1974 roku, inspirowane ideami Le Corbusiera. Niestety, nowoczesne niegdyś bloki, z jasnymi i przestronnymi mieszkaniami, początkowo cieszące się dużą popularnością, nie przeszły próby czasu. Przy projektowaniu popełniono błędy, które poskutkowały trudnością w zacieśnianiu się więzi sąsiedzkich. Na osiedlu pojawiła się bieda, przemoc i przestępczość. Miasto zaczęło stopniowo wysiedlać blokowisko. Obecnie na całym terenie, zamieszkiwanym niegdyś przez trzy tysiące mieszkańców, został już tylko jeden (!) lokator. Wyludnione osiedle stało się popularną scenerią do filmów. Dla ciekawych – pojawia się między innymi w teledysku do piosenki Madonny ‚Hung up’.

W międzyczasie osiedle stało się prawdziwą miejską dżunglą, w której rośnie ponad czterysta dużych drzew. A w sercu dżungli kwitnie partyzancki ogród. Richard, który przyprowadził nas do ogrodu zastrzega, że on sam nie brał udziału w pracach ogrodniczych, ale dość często odwiedza to miejsce.

IMG_8063

IMG_8064

IMG_8095

IMG_8069

IMG_8080

IMG_8065

Mimo zalegających dookoła stert gruzu i śmieci ogród wygląda imponująco. Wiem, jestem trochę stuknięta, wzruszają mnie uprawy w miejskich ruinach. Sałata, pietruszka, truskawki, ziemniaki, fasola, szczypiorek, majeranek, tymianek, rozmaryn, mięta, rzodkiewka, kapusta, jarmuż, buraki liściowe, groszek, szczaw. Tyle gatunków udało mi się wypatrzeć. Rosną wannie, oponach, skrzyniach, pojemnikach porzuconych przez wyprowadzających się mieszkańców, zaimprowizowanych tunelach foliowych.

IMG_8071

IMG_8083

IMG_8087

IMG_8096

IMG_8081

IMG_8075

IMG_8084

IMG_8088

W ogrodzie żywego ducha – wszystko wygląda jak pielęgnowane przez niewidzialną rękę. Po ulotkach i wycinkach z prasy widać jednak, że ludzie pielęgnujący warzywa prowadzili aktywną walkę o ocalenie i odrodzenie blokowiska.

IMG_8074

IMG_8076

IMG_8093

Miasto planuje „rewitalizację” całego terenu, co zakłada wyburzenie wszystkich istniejących na terenie budynków i budowę nowych bloków. Już w czerwcu osiedle ma zostać ogrodzone wysokim płotem, ale prace rozbiórkowe prawdopodobnie zaczną się… dopiero za sześć lat, co wynika podobno z dużej ilości azbestu w konstrukcji budynków i problemów finansowych miasta.

IMG_8089

IMG_8099

Na koniec – w ramach wymownego podsumowania, bo nie umiem pisać puent – hamak z drutu kolczastego, który wisi rozpięty na drzewach przy biegnącej wzdłuż osiedla, ruchliwej Walworth Road.

IMG_8101

Po więcej zdjęć szalejącego ogrodu warzywnego i materiałów dotyczących osiedla odsyłam na Flickr obrońców Heygate Estate.

Partyzantka ogrodnicza w Ursusie – etap drugi

19 Maj

IMG_7128

Wróciliśmy na peron. Kilka zasadzonych w kwietniu kwiatów zniknęło – być może uschły i ktoś je wyrwał, być może zdobią czyjś balkon (na zdrowie!). Reszta daje radę, nawet survivalowe kwiaty posadzone w pniach. Pozbieraliśmy śmieci, nasypaliśmy ziemi do jednej z pustych donic, zasadziliśmy tam pomidory, aksamitki i kocimiętkę. Pozostałe donice i kwietniki na peronie wzbogaciły się o więcej aksamitek, niezapominajkę, słoneczniki, kocimiętkę, uczep i nasiona maciejki, bratków i nasturcji. Wszystko zostało solidnie podlane. Kwiaty z kwietniowych nasadzeń trzymają się dość dobrze. Tym razem zamiast wieczorowej pory wybraliśmy godziny popołudniowe. Specjalnie dla matek z dziećmi – matek z dziećmi nie zarejestrowaliśmy, ale przynajmniej dobrze widzieliśmy, co robimy. Widzieli nas też pasażerowie pociągów, od których dobiegło nas pełne niedowierzania „że też im się chce!”. Trzymajcie kciuki za nasze nasadzenia i jeśli jeździcie przez Ursus – weźcie ze sobą choć butelkę wody. Na tej patelni nie wystarczy deszcz. Może doczekamy się pomidorków? Jeśli się doczekamy, obiecuję je zjeść. Niestraszne mi zanieczyszczone środowisko!

Peron kwitnie.

Magda, Magda, Paulina, Janek, Michał, Tomek, Basia – dziękuję.

Relacja z kwietniowego wysadzania

IMG_7089

IMG_7095

IMG_7098

IMG_7102

IMG_7120

IMG_7112

IMG_7109

IMG_7113

IMG_7125

IMG_7132

IMG_7130

IMG_7107

IMG_7093

IMG_7117

Spotkanie z Richardem Reynoldsem

18 Maj

IMG_7072

18 maja w Lublinie z okazji Lub design! miało miejsce spotkanie z Richardem Reynoldsem, najbardziej znanym ogrodniczym partyzantem, prowadzącym stronę guerrillagardening.org. Richard opowiadał o własnych działaniach, pokazał też kilka przykładów z Polski – między innymi działania Jodie Baltazar z PIXXE.

IMG_7075

Przed wykładem przeszedł się po mieście i znalazł kilka miejsc wołających o interwencję :)

IMG_7078

Po wykładzie, w części dyskusyjnej opowiedziałam i ja o peronie w Ursusie i moich dotychczasowych doświadczeniach z guerrilla gardening.

Miałam okazję zamienić z Richardem kilka słów po wykładzie. Opowiedziałam mu o akcji Żolibuh, na którą wraz z grupą kwiatuchi i kolektywem Sie-je w mieście zbieramy środki na portalu polakpotrafi.pl. Będziemy na Żoliborzu sadzić niezapominajki i rośliny jednoroczne – nie na nielegalu, bo miasto zna i akceptuje te działania. Wszystkie zebrane środki będą przeznaczone na sadzonki i podlewanie nasadzeń, jeśli chcecie nas wesprzeć, przyda się każda złotówka. Richard Reynolds nas wspiera (nie że napadłam go z niezapominajką i teraz wykorzystuję do niecnych celów, poprosiłam o zdjęcie dla promocji Żolibuha). Jeśli chcecie nas wspomóc – link do strony crowdfundingowej

IMG_7080

Okazało się, że na sali jest pani, która zna i lubi mojego bloga – pozdrawiam, wzruszyłam się :) przepraszam także wszystkich, których prosiłam o napisanie maila zamiast dłużej pogadać – ale spotkanie z autorytetem zrobiło mi kompost z mózgu :) umówiliśmy się w przyszłym tygodniu w Londynie (lecę na festiwale Chelsea Flower Show i Chelsea Fringe – upolowałam bilety lotnicze za 19 zł;) Obejrzę na żywo partyzanckie ogródki i może nawet uda się nam coś posadzić!

A tak na koniec – cieszę się z tego, co dzieje się w moim rodzinnym mieście. Bo dzieje się dużo. Czekamy na ogrodniczych partyzantów :)