Tag Archives: Londyn

Bonnington Square Pleasure Garden

2 Paźdź

Przy oszczędnym dawkowaniu zdjęć przywiezionych z Londynu wystarczy mi chyba do wiosny. Dziś chciałam pokazać jeden ze społecznych ogrodów, które powstały w Londynie w miejscach zniszczonych podczas II wojny światowej. Bonnington Square Pleasure Garden znajduje się w dzielnicy Vauxhall, nawiązując nazwą do Vauxhall Pleasure Gardens – publicznych ogrodów otwartych w XVII wieku, przez 200 lat służących londyńczykom za  popularne miejsce rozrywki, odpoczynku i… schadzek ;)

Ogród powstał w latach 90 ubiegłego wieku, w miejscu budynków zniszczonych przez bombę. Mieszkańcy Bonnington Square, zaniepokojeni planami zabudowy pustego placu, założyli stowarzyszenie, zdobyli fundusze i wynegocjowali z miastem przeznaczenie pustej działki na ogród. Został on zaprojektowany przez okolicznych mieszkańców, w tym nowozelandzkiego architekta, Jamesa Frazera. Prace konstrukcyjne rozpoczęły się w 1994 roku. W ogrodzie umieszczono ogromne stalowe koło, zabrane z likwidowanej kopalni marmuru. Mieszkańcy organizowali doroczny targ, zbierając fundusze na zakup nowych roślin i wspólnie pracowali przy pielęgnacji ogrodu.

IMG_7332

IMG_7328

IMG_8259

IMG_7335

IMG_7333

IMG_8257

IMG_7331

IMG_7330

IMG_8260

Obecnie przy Bonnington Square znajdują się dwa społeczne ogrody – Pleasure Garden i Harleyford Road Community Garden, na całej uliczce zaś każdy wolny skrawek przestrzeni obsadzony jest roślinami. Jeśli będziecie w Londynie, polecam wizytę na Bonnington Square. Przy okazji można wpaść na kawę czy obiad do Italo lub Bonnington Cafe, prowadzonej na zasadzie wegetariańskiej kooperatywy.

IMG_7324

IMG_7336

IMG_8265

IMG_7323

IMG_2206

IMG_8270

IMG_2132

Reklamy

Kensington Roof Garden

13 Sier

IMG_2289

Dziś pocztówka z podróży i coś dla tych, którzy czasem odwiedzają Londyn – Kensington Roof Gardens, jeden z najstarszych i do niedawna największy ogród na dachu w Europie. Założono go w latach 30 XX wieku (!) na powierzchni ok. 6000 metrów kwadratowych. Z poziomu ulicy widać tylko czubki najwyższych drzew i pnącza. Trafienie do ogrodu nie jest proste i ciężko znaleźć się tam przypadkowo, co ma tę zaletę, że nie przepychamy się przez tłumy turystów. Wstęp jest bezpłatny. Wejście do ogrodu znajduje się przy Derry Street – trzeba wpisać się do książki na recepcji i wjechać windą na szóste piętro. Ogród składa się z kilku stref – ogrodu w stylu mauretańskim, różanego ogrodu Tudorów i leśnego ogrodu ze stawem i strumieniem. Londyn widać tylko przez okienka w murze, można też wejść na taras znajdującej się w budynku restauracji i obejrzeć ogród z góry (jak powiedziała nam rozpromieniona kelnerka – z góry jest najlepszy widok). Po ogrodzie przechadzają się mandarynki i flamingi. Raj :) Przy okazji polecam miłośnikom Londynu i ogrodów przewodnik Elspeth Thompson „The London Gardener – guide and sourcebook”. Na swoją trafiłam w charity shopie i kosztowała mnie zaledwie 1,75 funta, ale można dostać ją też na przykład na ebay. Przy odrobinie szczęścia podróże nie wymagają wcale posiadania gór pieniędzy :-)

IMG_2223

IMG_2227

IMG_2232

IMG_2236

IMG_2239

IMG_2257

IMG_2263

IMG_2246

IMG_2245

IMG_2252

IMG_2258

IMG_2261

IMG_2269

IMG_2273

IMG_2276

IMG_2277

IMG_2297

Więcej informacji znaleźć można na stronie internetowej ogrodu

Partyzantka ogrodnicza na Elephant and Castle

19 Czer

Czerwiec przygniótł mnie pracą. Uciekam od komputera kiedy mogę, żeby trochę pogrzebać w ziemi, kupić truskawki i czereśnie, podlać kwiaty na peronie. Na blogu cisza, ale powoli będę nadrabiać zaległości. Dziś chciałam napisać o wizycie w londyńskiej dzielnicy Elephant and Castle, w której mieszka i działa Richard Reynolds z Guerrilla Gardening. Poznaliśmy się podczas wykładu w Lublinie i jako że wybierałam się na Chelsea Flower Show, umówiliśmy się na spotkanie w Londynie.

Spotkaliśmy się na kolacji, na której poznałam przesympatyczną żonę Richarda, Lylę (dodatkowa możliwa korzyść z uprawiania ogrodniczej partyzantki: Richard i jego żona poznali się podczas partyzanckiego sadzenia:))  i Wilma Weppelmanna z Munster, który prowadzi projekt Freie Gartenakademie, do Londynu przywiodły go natomiast przygody czerwonej kapusty. Wilm odwiedził Chelsea Flower Show z czterema sadzonkami czerwonej kapusty i cały dzień fotografował z nimi uczestników wystawy :) jako że pod wieczór kapusty były już mocno wyczerpane zwiedzaniem i podróżą, posadziliśmy je wspólnie w partyzanckich kwietnikach i w prywatnych ogródku przy pobliskiej Garden Row :)

IMG_7310

IMG_7317

IMG_7320

W maju w Londynie trwał również festiwal Chelsea Fringe, w ramach którego organizowany był m. in. spacer z Richardem po partyzanckich kwietnikach w Elephant and Castle. Zaczęliśmy od ronda, które było pierwszym miejscem, na którym Richard ze znajomymi postanowili coś zasadzić. Było to też miejsce najpoważniejszego jak do tej pory konfliktu z miejscową policją – ponieważ na początku nie zabrali ze sobą roślin i kopali przy znaku drogowym, policjanci nie uwierzyli w tłumaczenia i grozili aresztowaniem. Ekipa musiała się więc zwinąć i wrócić parę godzin później. Dlatego pamiętajcie – jeśli wybieracie się na akcję, zawsze miejcie ze sobą rośliny!

IMG_8016

Spod ronda przeszliśmy do dużego kwietnika przy Perronet House, bloku Richarda, który w całości został obsadzony przez ogrodniczych partyzantów. Niestety mimo wielokrotnie podejmowanych rozmów wspólnota mieszkaniowa, która nie robi nic z zielenią, nadal pobiera od mieszkańców słone opłaty za jej pielęgnację.

IMG_8021

IMG_8022

IMG_8024

IMG_8026

IMG_8027

IMG_8030

Londyńscy ogrodniczy partyzanci prowadzą również akcję „Pimp your pavement” (odpicuj swój chodnik), budując podniesione rabaty wokół przyulicznych drzew.

IMG_8033

Na poniższych zdjęciach można zobaczyć, jak wygląda jedno z nieobsadzonych przez nich dla pokazania kontrastu miejsc – śmieci, udeptana ziemia i zapadnięta kostka.

IMG_8036

IMG_8037

Następnym przystankiem było rondo przy London Road

IMG_8038

I najbardziej imponujący kwietnik – skrzyżowanie Westminster Bridge Road i St. George’s Road. Rośnie tam mnóstwo lawendy, którą ogrodniczy partyzanci co roku zbierają, suszą i szyją pachnące poduszeczki na sprzedaż. Za zarobione pieniądze kupowane są rośliny na nowe nasadzenia.

IMG_8041

IMG_8053

IMG_8044

IMG_8047

IMG_8043

IMG_8055

IMG_8051

IMG_8058

IMG_8056

Grupa miejskich ogrodników postanowiła też przejąć nieco zaniedbany skwer z placem zabaw. Posprzątali, posadzili rośliny i na wszelki wypadek powiesili na ogrodzeniu tabliczkę – znak, że ktoś dba o ogród, po czym udali się do lokalnych władz z prośbą o zalegalizowanie dalszych ogrodniczych działań na skwerze. Jak donosi Richard, uzyskali zgodę. Podobno dzielnica Southwark nie jest tak przyjazna ogrodniczym partyzantom jak sąsiednie Lambeth, które wręcz zachęca mieszkańców do partyzanckich nasadzeń, jednak jak widać i w Southwark coś się zmienia :)

IMG_8062

Spacer zakończyliśmy w Heygate Estate, o czy pisałam w osobnym poście. Z Londynu wyjechałam zbudowana – tym, że są ludzie, którym tak bardzo chce się działać, którzy mają wielką determinację i wspaniałe efekty.

Zielone metro

10 Czer

Był prawdziwy zielony przystanek, mamy i zielony wagon metra. „Roots of London” to instalacja zaprojektowana przez Nicolę Craven dla Woodland Trust, mająca zwrócić uwagę na korzyści wynikające z sadzenia drzew w mieście. Niekoniecznie pod ziemią :-)

IMG_7736

IMG_7737

IMG_7738

Old English Garden, Battersea Park

2 Czer

IMG_8236

Spacerując po Battersea Park trafiłam do ukrytego za murami i żywopłotem Old English Garden. Założony na początku XX wieku, przeszedł rok temu gruntowną renowację pod kierownictwem brytyjskiej architektki krajobrazu, Sarah Price. W ogrodzie przeważają biele i fiolety. Pod koniec maja w ogrodzie kwitły między innymi róże, bodziszki, brunnera, orliki, jaśmin i przepiękna wisteria rozpięta na drewnianej pergoli. W głowie miałam zdjęcia tunelu z Kawachi Fuji Gardens, nie trzeba jednak lecieć tak daleko, żeby oglądać kwitnące glicynie – w Polsce łaskawszy klimat mają na przykład okolice Wrocławia, ale ładne okazy można spotkać w całym kraju.

IMG_8220

IMG_8230

IMG_8219

IMG_8214

IMG_8223

IMG_8225

IMG_8250

IMG_8227

IMG_8245

IMG_8244

IMG_8239

Luffa

30 Maj

IMG_8204

Często przywożę rośliny z wyjazdów, chociaż zwykle podróżują samochodem. Tym razem w azjatyckim markecie przy Brick Lane przemówiła do mnie sadzonka egzotycznej rośliny, roboczo nazwana ogórkiem (na pierwszy rzut oka poznać można, że należy do rodziny Cucurbitaceae ;). Nie zapisałam nazwy (błąd!), ale długie przeszukiwanie internetu sugeruje, że tajemniczy ogórek to Luffa acutangula. Młode owoce nadają się do jedzenia, a z dojrzałych robi się na przykład gąbki do ciała. Podróż ogórka do Polski była pełna przygód – leciałam samolotem, miałam ze sobą tylko bagaż podręczny i nie byłam pewna, czy można przewozić w nim rośliny w doniczkach. Ogórek został zapakowany w przeciętą butelkę po wodzie i powędrował do plecaka. Na szczęście pani przed kontrolą bezpieczeństwa na pytanie o możliwość przewozu roślin z ziemią odpowiedziała promiennie „yes”, a plecak z ogórkiem bez problemu przejechał przez prześwietlenie. Ogórek-podróżnik otrzymał imię Norman Foster (choć projektant słynnego Ogórka ma angielskie pochodzenie). Teraz dochodzi do siebie na balkonie, a ja rozglądam się za dużą donicą.

IMG_8200

Ogórek w Old English Garden w Battersea Park

IMG_8228

I na koniec największy ogórek na świecie – 30 St Mary Axe, czyli The Gherkin

IMG_8169

 

Regent’s Park

29 Maj

IMG_7249

Regent’s Park w Londynie należy do sieci królewskich parków. Jest wspaniale utrzymany. Są w nim miejsca bardziej formalne, ale też niekoszone łąki pod drzewami, pełne trybuli, hiacyntowca (Hyacinthoides non-scripta) i wysokiej trawy. Tylko przechodziłam – i zostałam dwie godziny. A właściwie mogłam zostać cały dzień, leżeć na trawie i wąchać jaśmin.

IMG_7231

IMG_7267

IMG_7259

IMG_7262

IMG_7204

IMG_7261

IMG_7227

IMG_7255

IMG_7209

IMG_71801

IMG_7175

IMG_7193

IMG_7236

IMG_7225