Tag Archives: warzywa

Społecznościowy Ogród Królowej Bony na Osiedlu Jazdów

6 Kwi

DSC_3023

Z domków fińskich na warszawskim Jazdowie wyprowadziła się już większość wieloletnich lokatorów, a także organizacje, które wynajmowały domki w lecie 2013. Nieliczne domki pozostają zamieszkane. Niemniej jednak Jazdów wcale nie opustoszał, a wróble ćwierkają, że w tym roku może znowu zapełnić się ludźmi. Co działo się w zeszłym sezonie? Na placu przy ul. Jazdów wybudowano altanę, stół i kwiatowe skrzynki, dzięki projektowi złożonemu w programie Inicjatywa Lokalna. Skwer Dialogu Społecznego był miejscem koncertów, dyskusji i garażowych wyprzedaży. W 2014 domek pod adresem Jazdów 3/12 wynajęło państwomiasto, tworząc swój letni oddział – PM na trawie. W ogrodzie, który przez wiele lat był oczkiem w głowie właściciela domku, stanęła szklarnia, a na grządkach znów posadzono warzywa. W 2015 roku sezon ogrodniczy ruszył tam już w marcu, a społecznościowy Ogród Królowej Bony zaprasza na weekendowe prace na świeżym powietrzu. Do sąsiedniego domku wprowadzili się też pszczelarze działający jako Miejskie Pszczoły. Nie wiadomo co stanie się dalej z Jazdowem, przeprowadzone w 2014 roku konsultacje społeczne pokazały, że mieszkańcy Warszawy są przeciwni zabudowie Jazdowa. Zanim zapadną wielkie decyzje, warto wybrać się na Jazdów, miejscy ogrodnicy mają wobec nadchodzącego sezonu śmiałe plany.

Zajrzyjcie na fanpage Osiedla Jazdów – tam znajdziecie informacje o nadchodzących wydarzeniach ogrodniczych (i nie tylko). A na zachętę trochę zdjęć ze społecznościowego Ogrodu Królowej Bony, założonego na żyznej działce, przez kilkadziesiąt lat nawożonej przez troskliwego jazdowskiego ogrodnika.

A tu można poczytać, co robiłam na Jazdowie przez ostatnie dwa lata.

IMG_20140823_154732

DSC_2423

IMG_3625

DSC_3014

IMG_3637

IMG_20140919_180516

IMG_3640

IMG_3623

IMG_3641

Zdjęcia: Andrzej Górz, Iga Kołodziej

Klunkerkranich – berliński ogród na dachu centrum handlowego

10 Sty

img771

Dobrych kilka dni zajęło mi nauczenie się tej nazwy. Pierwszy raz usłyszałam ją od couchsurfingowego gospodarza, który usłyszawszy, co robię w życiu, zaproponował mi odwiedzenie niezwykłego ogrodu na dachu. Nawiasem mówiąc, za to między innymi uwielbiam couchsurfing – to nie tylko nocleg w obcym mieście, dla mnie to też większe poczucie bezpieczeństwa i przede wszystkim poznawanie ludzi, którzy wskażą ciekawe miejsca, niekoniecznie wymienione w przewodnikach dla turystów. Tak też było ostatnim razem w Berlinie. Jeśli chodzi o miejskie ogrodnictwo, życie zdecydowanie wyprzedza przewodniki :-) Zasiadłam więc do internetu i zanim po raz kolejny zapomniałam nazwę, wynotowałam wskazówki dojazdu.

A trafić wcale nie jest tak prosto. Podobnie jak w przypadku Kensington Roof Garden w Londynie, do tajemniczego berlińskiego ogrodu nie kieruje żaden szyld. Najprościej dojechać jest metrem (linia U7), wysiąść na stacji Rathaus Neukölln i iść Karl-Marx-Straße aż do numeru 66, pod którym mieści się zupełnie zwyczajne centrum handlowe. Trzeba wejść od strony biblioteki, wjechać windą na piąte piętro i dalej przez parking przejść ślimakiem na ostatni poziom, do ogrodu. Skomplikowane? W razie wątpliwości wystarczy chyba podążyć za przemykającymi przez parking ludźmi, bo w ciągu ostatniego sezonu miejsce zdecydowanie nie mogło narzekać na brak gości.

Przed założeniem ogrodu na dachu miały miejsce nieoficjalne imprezy. W 2013 zbudowano drewniany pomost, bar i społeczny ogród o łącznej powierzchni około 1000 metrów kwadratowych. I tak w wyjątkowo ciepły i słoneczny listopadowy dzień piliśmy piwo na dachu z najpiękniejszym widokiem na miasto – i robiliśmy zdjęcia.

Znalazłam też krytyczne głosy – za wstęp na dach pobierana jest opłata [weszliśmy dość wcześnie, wstęp jest chyba płatny od godziny 16], przychodzi coraz więcej ludzi, miejsce straciło trochę z tajemniczego uroku i przestało być tak otwarte. Ja jednak pozostaję pod jego wrażeniem, a poza tym w Berlinie dzieje się tyle, że każdy znajdzie miejsce dla siebie. Choćby położone niedaleko parkingowego baru nieczynne lotnisko Tempelhof, zamienione w wielki, swobodny park z ogrodami warzywnymi i pasami startowymi dla rolkarzy. Podobne miejsca uruchamiają wyobraźnię i przenoszą mnie z powrotem do Warszawy, gdzie wiele pustostanów i nieużytków aż się prosi o tymczasowe zagospodarowanie.

O Klunkerkranich poczytać możecie na stronie internetowej projektu lub fanpage’u na Facebooku.

Polecam też promocję na bilety Simple Express – podróż do Berlina kosztuje mniej niż pociąg do Krakowa ;)

img769

img770

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

BlaKcThrone

img772

Zdjęcia: Tomek Jałukowicz / Iga Kołodziej

[mój aparat pożarł większość zdjęć – ryzyko wpisane w podróż z nowym analogowym aparatem, którego jeszcze się nie poznało]

Miejskie rolnictwo a rolnictwo. Kooperatywy, RWS i zimowe przemyślenia.

17 Gru

IMG_0657

Cisza na blogu nie oznacza, że przestałam zajmować się miejskim ogrodnictwem i zapadłam się pod ziemię. No, trochę zapadłam się w sobie :) przez cały sezon kopałam w ziemi, brałam udział w warsztatach, zarówno jako prowadząca, jak i uczestniczka. Spotkałam wielu niesamowitych ludzi, w tym takich, którzy ściągają do Warszawy z całego świata, zainteresowani nowymi inicjatywami, które zaskakują nawet wieloletnich badaczy tematu miejskiego rolnictwa. Od czasu do czasu nawet piszę, chociaż raczej myślę, przyglądam się światu i układam sobie w głowie. Nie tylko pomidory, ale i szerszy kontekst dla miejskiego ogrodnictwa i rolnictwa, związki mojego pomidora z krajową polityką (bardziej niż polityka zajmuje mnie jednak zupełnie zwyczajna, codzienna praca).

Podczas dyskusji na temat ogrodnictwa, która miała miejsce kilka miesięcy temu w Muzeum Woli, padły pytania o to, jaka jest relacja między miejskim ogrodnictwem a rolnictwem generalnie – czy miejscy ogrodnicy dążą do samowystarczalności, a propagatorzy miejskiego rolnictwa chcą zwalczać rolnictwo tradycyjnie? Odpowiedź jest dla mnie oczywista, ale zdałam sobie sprawę, że chyba nigdy jej nie wypowiadam.

Jem i przetwarzam dużo warzyw i owoców. Naprawdę. W letnie soboty włączam się w sznur emerytek, wyruszający z mojego osiedla, z własnym wózkiem na kółkach, wypakowanym w drodze powrotnej pomidorami, śliwkami czy truskawkami (wózek wytrzymuje około 25 kilogramów, eksploatuję go bezlitośnie). Czas i miejsce jakim dysponuję pozwalają mi na uprawę roślin jadalnych w stopniu, który zaspokaja moje potrzeby zaledwie w małym promilu. Za to od kiedy na poważnie zajęłam się tematem, mocno interesuję się również pozyskiwaniem dobrej jakości warzyw i owoców niedrogo i najchętniej od lokalnych producentów. Kupuję czasem w supermarketach, kupuję w dyskontach, nie jestem radykalna, ale bywa że nie mam czasu, a często i pieniędzy. Potrafię za to ugotować wiele potraw z ziemniaków, buraków, kapusty, mąki – i pomidorów, które całe lato pakuję w słoiki. Staram się kupować warzywa sezonowe – pomidory i ogórki, kiedy kilogram kosztuje dwa złote, buraki, kapustę i rzepę w zimie. Z wdzięcznością korzystam też z propozycji znajomych, zbierając owoce w ich sadach, w ogrodach, w których pracuję, i przerabiając je na szarlotki, ciasta, dżemy.

IMG_3164

IMG_2977

Czytam czasem komentarze pod artykułami o miejskim ogrodnictwie w poczytnych serwisach i często trafiam na opinie, że to zabawa dla znudzonych ludzi z wielkiego miasta, oderwanych od życia. Cóż – bywa :) niemniej jednak na świecie są setki przykładów na to, że uprawa warzyw nawet na małym skrawku ziemi pozwala zwyczajnie przeżyć w miejscach i czasach dotkniętych kryzysem. Polecam chociażby poczytać o tym, co dzieje się w Detroit, amerykańskiej stolicy kryzysu – i miejskiego ogrodnictwa. Nie ukrywam, że uprawa warzyw na balkonie to dla mnie głównie hobby i relaks, ale chociaż nie jestem robotnikiem, jak chciałaby być może część zirytowanych komentatorów, wiem co to ciężka praca fizyczna i wiem co to problemy finansowe. Dlatego szanuję ludzi, pracę – i jedzenie. Jeśli mam więcej pieniędzy, chętnie kupię warzywa nieco droższe od tych z marketu, za to prosto od producenta, któremu zapłacę więcej niż skup. Ucząc ludzi jak dla przyjemności uprawiać pomidory w mieście staram się zawsze opowiadać o domowych przetworach, zakupach u producentów, miejskim ogrodnictwie jako działaniach w przestrzeni miejskiej, na którą możemy mieć wpływ.

Jak znaleźć dobre źródło warzyw i owoców? Nie każdy ma zaufanego rolnika albo potrafi zgadnąć pochodzenie towaru z warzywniaka pod blokiem. Osoby mieszkające w miastach mogą poszukać lokalnych kooperatyw spożywczych. Są to grupy, które wspólnie zamawiają partię warzyw, owoców, ale też kasz, serów itp., i dystrybuują zakupy między chętnych, dzieląc się pracą i kosztami. W Warszawie działają m. in. Warszawska Kooperatywa Spożywcza, Kooperatywa Południowa i Kooperatywa Dobrze (która po zakończonej sukcesem akcji crowdfundingowej otworzyła ostatnio swój sklep w Śródmieściu). W Krakowie można przyłączyć się do Wawelskiej Kooperatywy Spożywczej. Kooperatywy mają już nawet regularne, ogólnopolskie zjazdy. Odebrałam w zeszłym roku kilka warzywno-owocowych paczek od Warszawskiej Kooperatywy Spożywczej, płacąc za nie alterkami – punktami zdobytymi na Wymienniku za towary i usługi zaoferowane innym uczestnikom tego portalu.

Na zdjęciu poniżej – kolejka po odbiór zamówień w Kooperatywie Południowej.

227105_358272064330796_4025478132061572486_n

Zima to dla mnie czas projektowania, planowania kolejnego sezonu i poszukiwania sposobów na skrócenie dystansu do wiosny (jest grudzień – za dwa miesiące mogę już siać pomidory). Zapisałam się dziś na sezon paczek warzyw od jednej z pierwszych polskich grup RWS. RWS – Rolnictwo Wspierane przez Społeczność (polska wersja angielskiego terminu CSA – Community Supported Agriculture) polega na tym, że rolnik umawia się z grupą odbiorców, dla których produkuje i dostarcza warzywa, owoce itp. przez cały sezon, opłacany z góry. Rolnik ma w ten sposób środki finansowe na rozpoczęcie sezonu, a odbiorcy możliwość wpływu na asortyment czy metody uprawy. W ten sposób zyskać można ekologicznie uprawiane warzywa bez drogich certyfikatów. Polskie RWSy, które mają już za sobą pierwsze sezony działania, to np. RWS Świerże-Panki i RWS Dobrzyń nad Wisłą. Na przykładzie Dobrzynia zobaczyć możecie, jak wygląda to z perspektywy rolnika.

Wiem, nie odkrywam Ameryki, pisząc o zakupach na targu i kooperatywności. W końcu wszystko już było, czasem jest i dobrze działa. Nie jestem też, chociaż czasem może bym chciała, znudzoną dziewczyną z nadmiarem pieniędzy. Nie zaglądam też innym do portfela i nie życzę nikomu, żeby miał mniej ode mnie. Zamiast narzekać i nie móc spać, bo ktoś nie ma racji w internecie, staram się robić swoje i nikomu nie szkodzić. Moi zagraniczni rozmówcy z dużych miast – zarówno studenci, jak i profesorowie uniwersytetów, często mówią o tym, że trudno u nich kupić dobre warzywa prosto od producentów. Produkcja staje się coraz bardziej przemysłowa, warzywa są zapakowane w kilometry folii i przebywają długą drogę. Ciężko blisko domu dostać zwykłe, nieumyte marchewki. Może polskie rolnictwo nie jest nowoczesne, nie mamy za to takich problemów.

Dobrze pamiętam, jak co czwartek chodziłam z babcią po zakupy na targ i woziłam rowerem worki ogórków do kiszenia. Po kilkunastu latach przerwy naprawdę celebruję sobotnie spacery na targ, krążenie między straganami i wybieranie tego co tańsze, ładniejsze albo lepsze. Zakupy robione raz na tydzień. I gawędzenie ze sprzedawcami, mimo że na ogół funkcjonuję w trybie „dzik z lasu”. I czekam na sezon z RWS, mimo że nadal uzupełniać będę zakupy kursami z wózkiem na kółkach.

A w bonusie – ja i mój pierwszy ogród.

img7591

 

Kiełki z domowej uprawy

7 Sty

kiełki2

W sezonie mało aktywnym ogrodniczo oprócz plantacji rukoli czy sałaty na parapecie możemy prowadzić również domową uprawę kiełków.

Kiełkujące nasiona intensywnie korzystają ze zmagazynowanych w swoim wnętrzu składników, dlatego należy je często (2-3 razy dziennie) płukać przegotowaną wodą, żeby usunąć produkty przemiany materii. Potrzebna jest więc przede wszystkim systematyczność. Jeśli zaniedbamy płukanie kiełków, mogą zacząć pleśnieć, a wtedy trzeba już wyrzucić całą partię. Najwygodniejszym naczyniem będzie plastikowa kiełkownica, którą można kupić za ok. 20 zł w marketach budowlanych, sklepach ogrodniczych czy na Allegro. Moja kiełkownica ma trzy poziomy, które można rozłączyć lub używać wszystkich na raz. Wystarczy wlać wodę na górny poziom kiełkownicy i zlać z dolnego pojemnika, gdy przepłynie. Wodę z kiełkowania możemy wykorzystać do podlewania roślin w domu lub w ogrodzie.

Jeśli nie mamy kiełkownicy albo nie chcemy kupować kolejnego grata do kuchni :) wystarczy słoik z gazą naciągniętą zamiast pokrywki. Wlewamy do niego wodę i wylewamy, stawiając do góry dnem. Nasiona można też płukać na sicie, ale czasem delikatne kiełki kruszą się od przekładania na sito, słoik z gazą wydaje się więc być całkiem wygodnym rozwiązaniem. Kiełkownicę/słoik trzymamy w miejscu jasnym, ale najlepiej nie bezpośrednio nasłonecznionym. Przed kiełkowaniem nasiona namaczamy przez kilka godzin w przegotowanej wodzie.

Na rosyjskiej Wikipedii znalazłam nawet taki wynalazek (zdjęcie na licencji Creative Commons, źródło)

Sprouting_mung_beans_in_a_jar

Jakie nasiona nadają się na kiełki? Na przykład lucerna, groch, fasola, burak, kukurydza (kiełki mają słodki smak), brokuł, słonecznik, kapusta, rzodkiewka, kozieradka (dość intensywny smak). Rzeżuchę moim zdaniem lepiej kiełkować na ligninie, gdyż kiełkując wytwarza dużo śluzu, który w kiełkownicy może być ciężki do wypłukania i pleśnieje. W sklepach można kupić też mieszanki nasion. Najlepiej kupować nasiona przeznaczone do kiełkowania, te przeznaczone do siewu gruntowego mogą być zabezpieczane za pomocą środków chemicznych. Kiełki nadają się do spożycia po ok. 3 dniach (to zależy od gatunku, na opakowaniu często jest napisane, ile zajmuje kiełkowanie).

Kiełki można jeść na przykład na kanapkach, w sałatkach, z twarożkiem, albo dodawać do potraw. Na zdjęciu poniżej smażony makaron z warzywami i kiełkami. Może nie wygląda porywająco, ale nie nadaję się na blogerkę kulinarną:)

kiełki3

A w bonusie – zdjęcie styczniowych (!) zbiorów rukoli z ogrodu (fot. Anna H.) :)

1525261_663195253701280_727455161_n

Sezon ogórkowy

29 Lip

IMG_9501

Dziś wpis dla tych, którzy zdecydowali się na uprawę ogórków na balkonie lub w ogrodzie i być może martwią się, że kwiaty ogórkom opadają i nie widać owoców. Być może dla większości jest to sprawa oczywista, ale na pewno nie dla wszystkich: ogórek ma kwiaty męskie i żeńskie. Męskie zwykle pojawiają się na roślinie wcześniej, a żeńskie, z zawiązkami owoców – jak na zdjęciu powyżej – później. Są podobno odmiany partenokarpiczne, które nie wymagają zapylania i nie tworzą nasion. Jeśli mamy odmianę wymagającą zapylania (a tak jest przeważanie), pomagają nam owady. Jeśli chcemy wspomóc ogórki, możemy przenosić pyłek z pręcików kwiatów męskich na słupki kwiatów żeńskich :)

Nie sadziłam w tym roku ogórków na balkonie, ale pod koniec lipca udało mi się jeszcze kupić sadzonki ogórków do Ogrodu Zmysłów w CSW. Okazuje się, że warunki panujące na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego (dużo światła, cieplejsze noce) bardzo im odpowiadają i rosną tam dużo szybciej niż w ogrodzie. Dojrzałe poziomki i pomidory znikają z krzaczków błyskawicznie, chyba już niedługo goście odwiedzający ogród będą mogli jeść i ogórki :)

IMG_8798

IMG_9425

IMG_9502

Warsztaty „Kieszonkowy warzywniak” w Nowym Teatrze

11 Czer

Zapraszam w najbliższą sobotę, 15 czerwca, do Nowego Teatru przy Madalińskiego w Warszawie, gdzie będę prowadzić warsztaty „Kieszonkowy warzywniak”. Będzie można zasadzić coś zielonego i jadalnego i zabrać ze sobą do domu. Uczestnictwo w warsztatach jest bezpłatne.

994155_518648051515784_571732759_n

Balkon

5 Czer

IMG_8285

Sałata w końcu zaczęła szybciej rosnąć – niedługo pierwsze zbiory. Wygląda na to, że pasuje jej towarzystwo pomidorów. Wzajemne oddziaływanie substancji wydzielanych przez na przykład rośliny różnych gatunków to allelopatia – polecam zgłębić temat, jeśli zechcecie sadzić różne warzywa w tym samym pojemniku.

IMG_8293

Od lewej: burak liściowy ‚Lucullus’ z bratkami, marchewka, buraki ‚Czerwona Kula’:

IMG_8282

Buraki odmiany ‚Egipski’:

IMG_8287

Fasola:

IMG_8288

Mięta-gigant:

IMG_8284

Lawenda, która sama wysiała się w balkonowej skrzynce:

IMG_8301

Goździki, lawenda i groszek pachnący:

IMG_8289

I jeden z nielicznych zakątków bez warzyw:

IMG_8304

A tak kwitnie facelia, niemiłosiernie wygniatana przez kota:

IMG_8305

A na koniec widok na połowę balkonu – żebyście nie myśleli, że mam za dużo miejsca :)

IMG_8292